środa, 27 listopada 2013

Społeczeństwo bezklasowe

Wiem, wiem, wieki nic nie pisałam. Przyznaję się bez bicia- nie miałam czasu i chęci. Ogarnianie paryskiego życia potrafi jednak człowieka wykończyć. Paryżanie rozczarowują. Totalnie. Gdzie się nie obejrzysz albo uprzedzenia rasowe, albo kąśliwe uwagi, albo Zołzy. Nie można ani na chwilę odetchnąć. Od niedawna przyjmuję do wiadomości wyłącznie humorystyczny aspekt całej sytuacji- naprawdę czasem można się zdrowo uśmiać.

Ale dzisiaj sytuacja sięgnęła już szczytów absurdu.

W każdy wtorek pracuję u Ojca-Właściciela, gdzie zajmuję się jeszcze pięcioletnim kuzynem dzieci. Robię to od początku, czyli już od trzech miesięcy. Mama Pięciolatka, niezwykle kontakowa osoba, często wdaje się ze mną w różnego rodzaju egzystencjalne dyskusje, uważając najwyraźniej, że jest cool. Zaczyna nawet rozmowy o sytuacjach rodzinnych, w które się oczywiście nie wdaję, żeby potem nie okazało się, że jestem niedyskretna. Właśnie dzisiaj, w środku opowiadania mi o swoich biednych bratankach z rozbitej rodziny, wypaliła  nagle:
- Bo ty się tak ładnie zawsze zajmujesz moim dzieckiem! - nie muszę dodawać, że przejście na ty zaproponowała od pierwszego spotkania- Pewnie się jeszcze zobaczymy przed Świętami, ale chciałam ci coś dać...
- Bardzo mi miło, ale naprawdę nie trzeba- odpowiedziałam odruchowo. Odpowiedź przeszła jednak prawie niezauważona.
- Bo wiesz- perorowała w dalszym ciągu, otwierając torebkę - myślałam, żeby ci kupić jakiś prezencik, ale tak się składa, że trochę nam się teraz nie układa finansowo, trochę jesteśmy teraz biedni...no ale chociaż tak symbolicznie...

Myślałam, że śnię, kiedy wydobyła z portfela dwa banknoty po 20 euro.

- Naprawdę nie trzeba - spróbowałam ostatni raz dać jej szansę na wyjście z twarzą. Uśmiechnęła się z zachwytem i schowała jeden banknot z powrotem do portfela.
- To chociaż ten jeden...będziesz miała na lody!

Tak więc żenada sięgnęła zenitu. Albo raczej dna. Oczywiście zatkało mnie do tego stopnia, że machinalnie przyjęłam ofiarowane mi łaskawie 20 euro i schowałam do torebki. Ale w przyszłym tygodniu zrobię tak, jak poradził mi mój brat- włożę do koperty 40 euro i zostawię je na stoliku. Na lody od polskiego Świętego Mikołaja. Dla rodziny o bardzo trudnej sytuacji finansowej.

Jedyny plus obcowania z paryżanami- naprawdę zrozumiem postkolonializm. I wszelkie przejawy dyskryminacji. Poczuję to na własnej skórze i nie będę się musiała zastanawiać, jak to jest. Mogę być spokojna. Pozycja imperialistycznego Francuza raczej mi nie grozi.

Un-freaking-believable.