Po kilku tygodniach mieszkania w Mieście Świateł, zaczęłam zauważać pewne rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. A mianowicie, jak bardzo zróżnicowana jest mentalność, zwyczaje i sposób mówienia paryskich grup społecznych. Francuzi, imigranci, turyści...często na tej samej ulicy albo nawet w tym samym domu mieszkają przedstawiciele zupełnie różnych światów.
Rodzina, u której pracuję, od początku starała się pozować na klasę wyższą lub coś w rodzaju arystokracji. Dobrze sytuowani, (delikatnie mówiąc) z dwoma mieszkaniami w Paryżu, sprzętami najnowszej generacji i markowo ubranymi dziećmi. Wrażenie to prysło już podczas pierwszego spotkania, kiedy to Ojciec-Właściciel zaczął się zastanawiać, czy zostawi mi meble po poprzedniej au pair. Zresztą meble to dużo powiedziane...stół i biurko znalazła chyba na ulicy. Potem było już tylko gorzej. Niestety, dobra sytuacja finansowa absolutnie nie gwarantuje tego, że ktoś ma klasę. Poza tym, Mama-Zołza nie może zacząć obiadu, bo czeka na dostawę oliwy (zamiast iść do sklepu naprzeciwko), a 11-latka rozpacza, bo ma FIFĘ 13, a właśnie wyszła 14. Ta rodzina to definicja problemów pierwszego świata. Plus paryski sposób mówienia, który zaczął mnie ostatnio wkurzać. Charakterystyczna wznosząca intonacja, wszędzie, gdzie tylko intonacja może się wznieść, utrudnia skupienie się na treści wypowiedzi. Prowokuje raczej reakcję pod tytułem: dlaczego nie możesz mówić normaaalnieeee?!
Prowadząca zajęcia z językoznawstwa jest z kolei przedstawicielką południa Francji. I też nabija się z paryskiej intonacji. Jej miękki akcent od razu zwróci uwagę każdego, kto kiedykolwiek grzał się na plaży na Lazurowym Wybrzeżu. Tak samo, jak niespożyta energia (podczas gdy cała grupa zasypia lub patrzy tępo w przestrzeń) i nieustające gestykulowanie. Oraz rzucane od czasu do czasu prowansalskie idiomy, kompletnie niezrozumiałe dla obcokrajowca.
Amerykanie, których tu spotkałam do tej pory, byli głównie turystami. Oczarowała mnie grupka w Ogrodzie Luksemburskim, rozglądająca się z zachwytem po okolicy i komentująca wszystkie pomniki, Senat i fontannę. Nagle jedna pani przemówiła w te słowa:
- Jesteśmy w takim cudownym miejscu! Sooo wonderful!
Entuzjastyczne potakiwanie całej reszty. A po chwili ciszy:
- Tylko gdzie my właściwie jesteśmy?
Nic dodać, nic ująć.
Polacy w metrze:
-No bo, k***a, nie przebrałem się, k***a, po pracy i nie wziąłem, k***a, prysznica, więc nie wiem, k***a, co teraz... A ty, k***a, wziąłeś prysznic?
Afrykanie. Poza tym, że już umierają z zimna, potrafią nieźle namieszać w głowie ciągłymi dygresjami. Wykładowca przeszedł, nie wiadomo jak, od omawiania tematów prezentacji, do przekonywania nas, że gdyby ryby miały głos, na pewno protestowałyby przeciwko połowom. Jelenie też by nie chciały, żeby do nich strzelać. A drzewa... Siedziałam otępiała, aż zagadnęła mnie koleżanka obok, też Afrykanka:
- Co tam w pracy? Musisz się dzisiaj zajmować dziećmi?
- Na szczęście nie, środy mam wolne...
- A gdzie mieszkasz? Z tą rodziną?
- Nie, nie, mam takie małe studio w tym samym budynku.
- Oooo! Możesz tam robić imprezy?
- Jasne!- odparłam naiwnie, nie domyślając się zupełnie, do czego zmierza ta rozmowa.
- Super!- nakręciła się od razu- Słuchajcie, będzie impreza!
Nim zdążyłam zrozumieć, o co chodzi, robiła już listę gości na kartce z notatkami. Unbelievable :D
I wreszcie na koniec Arabowie, pracujący w sklepie z ubraniami. Zorientowałam się właśnie, że przydałaby mi się mała torebka i oczywiście miałam problem decyzyjny. Wpatrywałam się szklanym wzrokiem w rząd różnokolorowych modeli, nie wiedząc, który wybrać.
- Wszystko w porządku?- zagadnął mnie ekspedient.
- Nie wiem, czy wziąć czerwoną, czy czarną...nie mogę się zdecydować- wyznałam, oczywiście nie oczekując żadnej rady. Co powiedziałby sprzedawca w polskim sklepie? "Obie są ładne", "proszę wziąć tą, która się pani bardziej podoba" albo inny tego typu wykręt. Tymczasem...
- Czerwona ładniejsza- zawyrokował ekspedient tonem niezbitej pewności. Po kilku sekundach refleksji przyznałam mu rację.
Podsumowując- niech żyje wielokulturowość! ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz